ŚNIEŻNY DZIEŃ (Billy Coffey)

34,90 

SKU: ISBN 978-83-7482-413-2 Kategoria:

Nad życiem Petera Boyda zbierają się chmury. Wszystko wskazuje na to, że straci pracę, a co za tym idzie i dom oraz środki utrzymania dla siebie i swojej rodziny. Korzystając z okazji, jaką daje mu burza śnieżna, która nadciąga nad jego okolicę, bierze urlop, aby zastanowić się, co począć dalej ze swym, przegranym, jak mu się wydaje, życiem. Spotkania, rozmowy i zdarzenia tego śnieżnego dnia stanowią dla niego inspirację do gruntownego przewartościowania własnej postawy wobec siebie, innych ludzi i Boga.

To wzruszająca, przepełniona finezyjnym humorem powieść, która pokazuje, w jaki sposób najzwyczajniejszy w świecie dzień może odmienić całe życie.

 „To książka, którą się delektujesz i do której powracasz. Prosta, lecz głęboka. Oszczędna w środkach, lecz piękna”.

Mary DeMuth, autorka trylogii Defiance Texas i książki Thin Places

 „Billy Coffey pisze w taki sposób, że wciąga nas w swą opowieść i umożliwia nam samym odnalezienie się w niej. Zachęci was do tego, aby mieć oczy otwarte, śmiać się i zdumiewać”.

Vince Antonucci, autor książki I Became a Christian and All I Got Was this Lousy T-Shirt

 „Śnieżny dzień sprawia, że budzi się w tobie pragnienie przeżywania każdego dnia naprawdę świadomie – w ten sposób, aby odkrywać to, co boskie, w codziennych miejscach wśród zwykłych ludzi”.

Jeanne Damoff, autorka książki Parting the Waters: Finding Beauty in Brokenness

 

„Dzieci i ja kołysaliśmy się przez chwilę w milczeniu, każdy zatopiony we własnych myślach. Ja uprzytomniłem sobie, że otrzymałem wspaniały dar – możliwość oglądania świata oczami dzieci. Był to dar, który mogłem odpakowywać i smakować każdego dnia, kiedy tylko zapragnąłem. W tym właśnie tkwił problem. Czasami dar ten po prostu leżał na półce, wciśnięty między zapracowane dni i znużone noce. Często zdarzały się dni, że nie korzystałem z okazji poznawania własnych dzieci. Owszem, bawiłem się z nimi. Kładłem je do łóżka. Czytałem im. Rzadkie jednak były chwile, w których byłem w stanie zajrzeć do ich serc i dowiedzieć się, kim naprawdę są.

Moje dzieci były wyjątkowo żywe. Czasami wydawało mi się to raczej przekleństwem niż błogosławieństwem. Od czasu doczasu łajałem je za hałas, sprzeczki, a nawet… ruchliwość. Moje dzieci zdawały się być w stanie bezustannego ruchu. One szturmowały życie, ja tymczasem ciągle byłem w defensywie. One obficie piły z jego źródeł, ja natomiast łykałem raz i szedłem odpocząć. Dla nich świat był cudownym miejscem pełnym niepojętych dziwów i wspaniałości. Mnie też czasami taki się wydawał, zazwyczaj jednak tylko w soboty albo kiedy w telewizji leciał mecz Yanksów lub Soksów.

Czasami ogarniał mnie gniew z ich powodu. Ale którzy rodzice nie wpadają w gniew z powodu dzieci? Pojąłem, że w istocie nie był to wcale gniew. Tylko zadrość.

Jezus powiedział, że królestwo Boże należy do takich, którzy są jak dzieci. W tamtej chwili rozumiałem dlaczego. Dzieci nie były jeszcze skażone przez świat. Nie wiedziały, co to wątpliwości. Nie znały chciwości ani nienawiści, a tylko miłość i radość w obfitości. I z tego powodu moje dzieci cieszyły się taką bliskością z Bogiem – mogłem im jej pozazdrościć. Słyszałem to w ich modlitwach. Widziałem w ich życiu. Pomyślałem wtedy, że chyba w ogóle źle dotąd pojmowałem rodzicielstwo. Zawsze starałem się przemienić moje dzieci na swoje podobieństwo. Tymczasem powinienem raczej sam się do nich upodabniać.

– To dobry dzień – powiedział Josh, przerywając milczenie. Było to jedno z jego ulubionych powiedzonek. Tym razem brzmiało nawet do rzeczy.

– Rzeczywiście dobry – odpowiedziałem.

– Tatusiu? – zapytała Sara przez swe czekoladowe wąsy.

– Tak, słoneczko?

– A jaki dzień jest zły?

Musiałem się zastanowić. Co to jest zły dzień?

– Zły dzień jest wtedy, kiedy ludzie nie uświadamiają sobie, co dostali od Boga – odpowiedziałem.

I kołysaliśmy się dalej.”

(fragment książki)

Waga0.25 kg